Rewolucja BYOD (Bring Your Own Device) w muzeach

Coraz więcej zwiedzających polega na własnych urządzeniach podczas zwiedzania muzeum.
Ale czy jest to zmiana długoterminowa, czy krótkoterminowe rozwiązanie spowodowane pandemią?
To pytanie postawił sobie Tim Deakin w artykule zatytułowanym "What does the Bring Your Own Device (BYOD) revolution mean for museums?", który przywołuję, aby podzielić się z wami jego refleksją.
Jak już podkreślono w tym artykule, kryzys COVID-19 zmusił muzea i galerie na całym świecie do przemyślenia swoich doświadczeń związanych ze zwiedzaniem online, opierając się na wirtualnych zwiedzaniach, interaktywnych aplikacjach i zdalnych wizytach, aby przyciągnąć fanów muzeów i utrzymać ich zaangażowanie w ulubione instytucje kulturalne.
Tak więc, gdy latem 2020 roku ponownie otworzyły swoje drzwi, wiele instytucji udoskonaliło swoją rzeczywistość XR, czyli wszystkie połączone środowiska rzeczywiste i wirtualne oraz interakcje człowiek-maszyna generowane przez technologię. Najbardziej przewidujące instytucje szybko zdały sobie sprawę, że tworzenie doświadczeń AR (rozszerzonej rzeczywistości) na miejscu mogłoby pozwolić użytkownikom czerpać więcej z ich wizyty, a jednocześnie dostarczyć wysokiej jakości materiał do zdalnego korzystania.
BYOD maksymalizuje dostępność
Powiedzmy jasno: przesunięcie w stronę bardziej opartych na XR doświadczeń muzealnych nie zaczęło się wraz z pandemią. Od lat obserwujemy wzrost liczby muzeów, które rozszerzyły swoje usługi wirtualne i stworzyły nowoczesne cyfrowe doświadczenia dla zwiedzających.
A jednak zjawisko XR ujawnia się dziś w ramach szerszego trendu: "Bring Your Own Devices", czyli BYOD. Rozpoczęty jako ruch w miejscu pracy, "Przynieś własne urządzenie" zachęca organizacje i placówki do przeniesienia odpowiedzialności za dostarczanie urządzeń na swoich pracowników lub odwiedzających.
W środowisku biurowym oznacza to, że pracodawcy pozwalają swojemu personelowi korzystać z urządzeń, z którymi są już zaznajomieni.
W muzeach oznacza to tworzenie doświadczeń XR dostosowanych do użytku na smartfonach i tabletach zwiedzających.
Ale na ile realistyczne jest oczekiwanie wykonalnych i angażujących doświadczeń VR i AR, które działają na przeciętnym smartfonie? Czy technologia stoi na wysokości zadania?
I, co ważniejsze, czy stoją na wysokości zadania muzea?
BYOD: najlepsze doświadczenia dla zwiedzających korzystających z własnych urządzeń
Jak wspomniano, doświadczenia BYOD XR nie są niczym nowym w środowiskach muzealnych. Wiele instytucji na całym świecie spędziło znaczną część ostatniego roku na tworzeniu wirtualnych doświadczeń, z których ich odbiorcy mogli korzystać z domu.
Jednym z przykładów jest National Gallery of Victoria w Melbourne, której wirtualna wycieczka Crossing Lines pozwoliła zwiedzającym poruszać się po wirtualnej przestrzeni 3D z wyróżnionymi polecanymi dziełami i pełnym przewodnikiem audio.
Inne doświadczenia VR mające pomóc przetrwać lockdown angażowały wkład użytkowników, jak w przypadku Museum of Broken Relationships w Zagrzebiu: pozwoliło to nie tylko na eksplorację wirtualnych galerii, ale także zachęciło użytkowników do dzielenia się własnymi doświadczeniami i wspomnieniami.
Na większą skalę Chile 360° dało użytkownikom możliwość zwiedzenia niektórych z najpopularniejszych miejsc w Chile jako całości, w tym posągów Wyspy Wielkanocnej, Europejskiego Obserwatorium Południowego i pustyni Atacama. Aplikacja została stworzona specjalnie z myślą o urządzeniach z systemem iOS i Android (aby lepiej zrozumieć ten wybór, przeczytaj Aplikacje natywne czy hybrydowe? Różnice, zalety i wady).
Pytanie więc być może nie brzmi, czy muzea są w stanie zapewnić doświadczenia BYOD, ale czy nadal będzie na nie popyt w postpandemicznym świecie muzealnym.
Muzea będą musiały uwzględnić praktyczne kwestie związane z BYOD
Muzeom mogło udać się zapewnić wirtualne doświadczenia w czasie lockdownu, ale nie oznacza to koniecznie, że wystawy BYOD na dużą skalę będą gwarantowane. Istnieje wyraźna różnica skali między praktycznymi i niezbędnymi wirtualnymi zwiedzaniami stworzonymi podczas lockdownu a ambitnymi, zakrojonymi na dużą skalę doświadczeniami VR, które obserwowaliśmy przed uderzeniem pandemii.
Weźmy za przykład Tate Modern w Londynie. W 2017 roku brytyjskie muzeum uruchomiło wystawę VR wraz z szeroko nagłośnioną retrospektywą Modiglianiego. Zwiedzający mogli wejść do pełnej repliki 3D paryskiej pracowni artysty. Wykorzystując rzeczywistą przestrzeń pracowni jako model, muzeum stworzyło wierną replikę tego, jak wyglądałaby ta przestrzeń stulecie wcześniej.
Tego rodzaju wyczyny techniczne raczej nie zobaczymy wkrótce na przeciętnym smartfonie, a gdy zwiedzający wrócą do samej przestrzeni muzeum po swoją dawkę XR, trzeba będzie wziąć pod uwagę takie kwestie jak przepustowość łącza. Tak więc, nawet jeśli muzea nie są zobowiązane do inwestowania w sprzęt, aby cyfryzować swoje wystawy, będą musiały mimo to zapewnić sobie niezbędną łączność.
AR rozkwita dzięki BYOD, VR może wciąż mieć trudności
Tam, gdzie BYOD naprawdę rozkwita, to AR. Od kilku już lat obserwujemy przykłady AR wykorzystujące technologię smartfonów z dużym sukcesem, zarówno wewnątrz, jak i poza sektorem muzealnym. Wystarczy spojrzeć na Astra Make Up, słynną markę made in Italy, która oferuje możliwość przetestowania swoich produktów bezpośrednio przez smartfon, wyświetlając podgląd własnej umalowanej twarzy.
Jak sugeruje nazwa, rzeczywistość rozszerzona polega na dodawaniu do obecnego otoczenia lub jego modyfikowaniu, a nie na tworzeniu zupełnie nowego środowiska do eksploracji, jak ma to miejsce w przypadku VR. Dostosowanie tej technologii do możliwości przeciętnego smartfona jest znacznie bardziej realistycznym celem niż stworzenie w pełni rozwiniętego doświadczenia VR.
VR z kolei nie poddaje się łatwo ruchowi BYOD. Aby mogło rozkwitnąć w dłuższej perspektywie, będziemy musieli zobaczyć znaczące postępy w możliwościach smartfonów albo wrócić do korzystania z wynajmowanego sprzętu (czego nie polecam w dłuższej perspektywie).
Jednak w społeczeństwie postcovidowym, w którym większość (wszystkie) instytucji muzealnych będzie musiała zmierzyć się z pustymi kasami, dlaczego nie skoncentrować energii na tym, by edukować turystę, czekając na moment, gdy pozna waszą placówkę na żywo, zachęcając go do wizyty?
Projekt Sensi: Musei senza barriere powstały w 2015 roku, zdołał przekształcić doświadczenie zwiedzania muzeów prowincji Belluno w podróż wśród dzieł, wygodnie z własnego domu.
To nie wszystko. Dzięki technologii beacon możliwe jest prowadzenie ludzi po tematycznych trasach lub pozostawienie im swobody zwiedzania muzeum bez ograniczeń dzięki czujnikom zbliżeniowym, które współdziałają ze smartfonem zwiedzających (pisaliśmy o tym w tym artykule).
Technologia jest ważna, ale to doświadczenie ostatecznie liczy się najbardziej.